Najnowsze badania dowodzą, że przerażające wspomnienia mogą zostać wymazane z pamięci jedynie przez 6 godzin po wydarzeniu. Uniwersytetu Nowojorskiego odkryli, że powracanie do dramatycznego wspomnienia otwiera w pamięci tzw. „okno rekonsolidacji”, w którym przez pewien czas jest możliwa zmiana emocjonalnego ładunku śladu pamięciowego. Badacze byli w stanie skutecznie neutralizować lękowe wspomnienia jeżeli nimi wydarzenia nie minęło więcej, niż 6 godzin. - Czas odgrywa znacznie ważniejszą rolę w kontrolowaniu sądzono. Nasza pamięć przywołuje nasze ostatnie wspomnienia stanów lękowych, a nie ich dokładny i rzeczywisty przebieg Elisabeth Phelps.
Siedemdziesiąt lat temu polskie pociągi pokonywały kluczowe trasy szybciej niż obecnie. Wszystkiemu winne są tory - donosi "Fakt". Przypomnijmy czas niektórych przejazdów. Z Krakowa do Zakopanego podróż trwała 2 godz. 18 min. (dzisiaj 3 godz. 5 min.), z Warszawy do Łodzi 1 godz. 20 min. (dzisiaj 1 godz. 21 min.), z Warszawy do Kielc (dzisiaj 3 godz. 30 min.). Najszybszy model lokomotywy rozwijał prędkość do 140 km/h. Pociągi były nie ale również bardzo punktualne. Najważniejszą przyczyną wstydliwego stanu polskiej kolei są tory. Aż 30 proc. Polskich fatalnym stanie, a na wielu trasach pociągi nie przekraczają prędkości 40 km/h.
Do niecodziennego zdarzenia doszło w amerykańskim stanie Tennessee. W środku nocy, po jednej z ulic, błąkał się czteroletni chłopiec z piwem w ręce. Żeby było ciekawiej chłopiec miał przy sobie również kradzione prezenty - czytamy w serwisie upi.com - Chłopiec został znaleziony o 1:45 w nocy. Był ubrany w dziewczęcą sukienkę, w ręce piwo. Policjanci od razu przewieźli go do szpitala na płukanie żołądka - powiedział Hayden Wright z Ze wstępnych ustaleń wynika, że chłopiec wyszedł ukradkiem z domu, zabierając wcześniej z lodówki piwo. Następnie włamał się do domu sąsiadów i ukradł im świąteczne prezenty. Według matki dziecka to nie pierwszy raz, gdy z domu. - On specjalnie chce się wpędzić w kłopoty, żeby trafić do więzienia, gdzie aktualnie przebywa jego ojciec.
Czy szarżujący słoń biegnie, czy tylko bardzo szybko idzie, bo przy swojej masie nie jest w stanie ziemi? - zastanawiali się uczeni. Mimo użycia skomplikowanego sprzętu i odwołania się do praw fizyki nie na to pytanie. Ich rozważania śledzimy w piśmie "Journal of Experimental Biology". Większość zwierząt płynnie przechodzi w kłus i galop: po prostu zmienia tempo stawiania kroków. Jak jest jednak w przypadku słoni? Ze względu na swoje pokaźne gabaryty słonie nie są w stanie wykonywać związanych z biegiem i odrywaniem się Zatem szarżujące słonie idą, czy też biegną? - zastanawiali się naukowcy. Norman Heglund z Katolickiego Uniwersytetu Belgii zdał sobie sprawę, że aby rozwiązać tę zagadkę, należy zmierzyć siły związane z oddziaływaniem powierzchni rozpędzonych słoniowych nóg. Zbudował więc ośmiometrową platformę, pod którą umieścił urządzenia do pomiaru siły oddziaływań. Sprzęt, Heglund przetransportował do tajskiego centrum ochrony słoni w Lampang. Tam przeprowadził doświadczenie, w ramach którego przez platformę przemaszerowało 34 słoni, ważących od 870 kg do czterech ton. Zwierzęta poruszały się w różnym tempie - spacerowym, nieco szybszym, i podobnym do tego podczas szarży. Dzięki danym z platformy badacz zrekonstruował sposób poruszania się i stwierdził m.in., że ruch tego zwierzęcia jest niezwykle wydajny. Słonie zużywają podczas ruchu minimalną ilość J na każdy kilogram ciała na przejście każdego metra). Ich lokomocja jest o jedną trzecią bardziej wydajna niż ruch ludzi, a o jedną trzydziestą bardziej - niż myszy.
Leciał z Polski do Anglii. Mężczyzna wziął udział w loterii na pokładzie samolotu. Wygrał i natychmiast zażądał wypłaty 10 tysięcy euro. Okazało się to niemożliwe, więc zdenerwowany zwycięzca po prostu wstał i... zjadł kupon - informuje serwis BBC. Rzecznik Ryanaira potwierdza, że do zdarzenia doszło 26 lutego na pokładzie samolotu lecącego z Krakowa do East Middlands w Anglii. Linie lotnicze nie ujawniły tożsamości desperata. Załoga samolotu i pasażerowie usiłowali przekonać mężczyznę, żeby tego nie robił - zapewnia rzecznik linii Stephen McNamara. Bezskutecznie. Jak wyjaśnił McNamara, dane zwycięzców muszą być sprawdzone przed wypłatą nagrody, a po wygraną trzeba się zgłosić do producenta konkursowych zdrapek. Poza tym załoga samolotu, nawet gdyby mogła, nie miała przy sobie 10 tys. euro w gotówce.